Piszemy tę wiadomość, ponieważ chcielibyśmy podzielić się naszą radością,
która, jak wierzymy, wynika z cudu za wstawiennictwem Matki Bożej.
W sierpniu 2020 roku przyszliśmy na Mszę świętą do płaszowskiego Sanktuarium. Tuż po niej, już w zakrystii rozmawialiśmy z Księdzem Proboszczem, a przy rozmowie obecna była para z dzieckiem poczętym za wstawiennictwem Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa.
W 2003 roku w grudniu mieliśmy wypadek samochodowy. Byłam w 6 miesiącu ciąży. Dziecka nie dało się uratować. To był CUD że ja przeżyłam. Było naprawdę ciężko. Teraz jak to piszę, wspomnienia i ból powraca. Po kilku latach wyjechaliśmy do Szkocji. Zaczęliśmy myśleć o potomstwie. Staraliśmy się od 2007 roku. Jeden rok minął, drugi, trzeci i nic. Byłam u bardzo wielu lekarzy; badania robione jakie tylko możliwe i nic. Lekarze powiedzieli, że nigdy nie zajdę naturalnie w ciążę, pozostaje in vitro. Bardzo pragnęłam dziecka, ale sumienie mówiło mi, że nie mogę tego zrobić.
Przedruk z „Czasu Serca” 3(88)2007, s. 22-23
W kościele Księży Sercanów w Krakowie Płaszowie znajduje się łaskami słynący obraz Macierzyństwa Matki Bożej. Wierni, zgodnie z pragnieniem bp. Karola Wojtyły, który przed laty ustanowił tutaj odpust ku czci Macierzyństwa Maryi, upodobali sobie Matkę Bożą Płaszowską jako szczególną opiekunkę życia małżeńskiego i rodzinnego. Odzwierciedleniem tego są modlitwy kierowane do Niej podczas środowej nowenny – są to głównie prośby dotyczące macierzyństwa, dobrego wychowania dzieci i rodzinnego szczęścia. Widzialnym znakiem wdzięczności za ich wysłuchanie są liczne wota oraz nadsyłane do parafii świadectwa. Niewątpliwie każde z nich jest godne uwagi, ale jedno zdaje się szczególne. Pokazuje bowiem, że Pani Płaszowska swym wstawiennictwem obejmuje nie tylko wiernych z naszej parafii…
Najświętsza Panienko Płaszowska, prosimy Cię o dalszą opiekę nad naszą rodziną i o szczególne błogosławieństwo dla naszych dzieci, bo to są bardziej Twoje niż nasze dzieci.
W październiku 1982 roku wzięliśmy ślub w kościele parafialnym Najświętszego Serca Jezusowego. Byliśmy bardzo szczęśliwi. W 1983 roku urodził się nam syn. Miałam problemy przy porodzie, ponieważ zaczął odbywać się pośladkami, lecz dzięki opiece Bożej i położnej wszystko skończyło się dobrze. Piotr urodził się normalnie i jeśli mówiłam o tym któremukolwiek lekarzowi, twierdził, że to niemożliwe, aby samo dziecko mogło obrócić się w czasie akcji porodowej i urodzić się normalnie. My z mężem widzimy w tym tylko rękę Bożą, bo w dzień porodu odbyła się msza święta w naszym kościele w intencji dziecka i mojej.
Lekarze twierdzili też, że nie jest możliwe urodzenie dziecka przy takiej chorobie. Dlatego bardzo, ale to bardzo chcemy podziękować Najświętszej Matce Płaszowskiej za okazaną dobroć.
Pobraliśmy się 3 sierpnia 1985 roku i od początku bardzo chcieliśmy mieć dziecko. W ciążę zaszłam dopiero w lutym następnego roku. Byliśmy bardzo szczęśliwi. 21 maja w nocy musiałam jechać do szpitala, dostałam krwotok. Leżałam trzy tygodnie i trzy tygodnie trwała walka o życie mego dziecka. Nie udało się - poronienie nastąpiło 5 czerwca. Przeżyliśmy to bardzo. To było okropne. Nigdy nie myślałam, że może mnie coś takiego spotkać. Ze szpitala wyszłam 10 czerwca.
Strona 1 z 2