Rozważania

24 niedziela zwykla 18Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» Oni Mu odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków». On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjaszem». Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.

I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten zachowa je».

Mk 8, 27-35

W dzisiejszej Ewangelii Jezus pyta uczniów za kogo Go uważają. Po odpowiedzi św. Piotra – „Ty jesteś Mesjaszem” Jezus wyjaśnia na czym będzie polegała Jego misja. Spotyka się jednak z niezrozumieniem. Św. Piotr upomina Go i trudno jest mu się pogodzić z tym, że jego Pan ma cierpieć i, że ma zostać zabity.

Słowa Jezusa „nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” są skierowane również do nas. Wiemy jak trudno jest zrozumieć sens cierpienia, zwłaszcza wtedy, gdy dotyka ono nas, albo naszych bliskich. Zaparcie się samego siebie – porzucenie swoich ludzkich trosk na rzecz tego co Boże oraz pokorne przyjęcie swojego własnego krzyża jest jednak pierwszym krokiem do naśladowania Chrystusa.

Jesteśmy czasami tak przeniknięci tym co codziennie, doczesne, że ciężko jest się nam od tego oderwać i z pełną ufnością oddać w ręce Boga. A gdy dzieje się coś nieprzewidzianego i przychodzą trudne chwile, nie radzimy sobie z tym. Warto uczyć się tracić swoje życie dla Jezusa, bo tylko wtedy możemy je naprawdę zachować i zyskać coś o wiele trwalszego.  

Góra strony